Stepy, jurty, konie? Jaki jest północny Kazachstan na rowerze? Trasa do Astany.

Zanim w ogóle pojawił się pomysł na ten wyjazd Kazachstan kojarzył mi się z wielkim stepem, pustynią jurtami rozsianymi pośród niczego. Brzmi jak oaza spokoju, miejsce gdzie można swobodnie obcować z naturą i oddawać się długim rozmyślaniom na bezkresnych stepach.

Kazachstan to 9 największy kraj na świecie, szybko rozwija się gospodarczo i zaczyna być coraz bardziej samodzielnym krajem. Jaki naprawdę jest ten kraj? Czy Kazachstan na rowerze brzmi dla Was egzotycznie? Wielkie stepy, ucieczka od cywilizacji i noce pod niebem pełnym gwiazd.

Na samym początku gdy powstał pomysł pisania tego bloga powiedziałem sobie, że nie będę nic upiększać, żeby dodawać atrakcyjności swoich wpisów. Nie będzie nagłówków „Nieodkryta kraina stepów, która Cię pochłonie”, tylko będę pisał jak jest. W moim odczuciu to miejsce rzeczywiście niezwykłe, choć dla rowerzystów potrafi być nieco frustrujące. Niech tak więc będzie Kazachstan bez cenzury.

Kazachstan na naszej trasie

Do Kazachstanu dotarliśmy drogą lądową z Rosji. Po przekroczeniu granicy naszą przygodę zaczynamy w Pietropawłowsku skąd udaliśmy się do Astany. W dalszej części pojechaliśmy pociągiem do Ałmat, a stamtąd rowerami do Biszkeku. Wjazd do Kazachstanu po pobycie w Rosji budził w nas raczej pozytywne emocje. Ludzie sprawiali wrażenie bardziej otwartych i, częściej nas zagadywali. Otoczenie trochę dzikie, trochę biedne ale „swojskie”.

 

Nasz pierwszy nocleg w Kazachstanie

Wyjazd w Pietropawłowska i pierwszy szok

Pietropawłowsk jest średniej wielkości miastem, nie ma tam szczególnie dużo do oglądania, ale wszystko co potrzebne tam znajdziemy. Jest kantor, sklepy, bazary, można kupić kartę sim (plany taryfowe są tam cudowne, dużo internetu za grosze).

Dotychczas niezawodne maps.me pokazało nam drogę na południe, po 15 minutach byliśmy już na polnej drodze, która miała nas prowadzić w stronę Astany. Po doświadczeniach na ruchliwych rosyjskich drogach była to bardzo przyjemna odmiana. Wreszcie bez masy komarów, wokoło nas sama natura i trudna,, ale przejezdna nawierzchnia. Drogi raz szutrowe, raz piaszczyste, czasem nawet błoto lub trawa po kolana, mimo to jedziemy dalej. Przez cały dzień nie minął nas żaden samochód. To fajnie ale, z drugiej strony rosły nasze obawy dotyczące właściwego kierunku.

Jedna z wielu polnych dróg
Jedna z wielu polnych dróg

Jest! są tory, czyli dla nas główny punkt orientacyjny w Kazachstanie, zaraz po gwieździe polarnej. Są tory jest i przejazd kolejowy (przez drogą gruntową) i jest też Pan dróżnik, który pilnował drogi przez którą przez cały dzień nie przejechał żaden samochód (żaden nas nie minął) to się musiał ucieszyć widząc rowerzystów.

Problemem Kazachstanu jest ilość dróg – jest ich za dużo

Co około 5 kilometrów mieliśmy nowy dylemat. Droga rozwidla się na 2-3-4 warianty i nie wiadomo która jest dobra. O nawigacji typu google maps zapomnij, a maps.me pokazuje jeszcze inną, 6 wersję, której nie ma w rzeczywistości. W Kazachstanie często droga jest tam gdzie ja sobie wyjeździsz. Trudno trafić, która jest właściwa i może się okazać że dwie drogi w pewnym momencie się połączą, ale droga prowadzi na czyjeś podwórko.

Jeden z poranków w Kazachstanie

Szutry/Asfalt/Trawa to dopiero zabawa 

Północ Kazachstanu tak nas właśnie przywitała. Trochę tego trochę tamtego. Czasami jechaliśmy ubita drogą gruntową, innym razem rozwalającym się asfaltem. Zdarzyło się też jechać drogą asfaltową, która nagle się kończyła i wpadała w trawe po pas, którą musieliśmy przejechać. Sieć dróg Kazachstanu nie powala na kolana, jak już jest utwardzona droga to zazwyczaj jest dość ruchliwa (choć są wyjątki) jak jej nie ma to jeździmy po kocich łbach albo polu.

Nasza trasa po ubitej drodze

Życzliwi Kazachowie

To im trzeba przyznać, na ogół są życzliwi, nie mieliśmy żadnych problemów z lokalsami. Lubią Polaków, bo wielu polskich potomków nadal tam mieszka, czasami nawet pokazywali nam gdzie mieszka jakiś Polak. Jednak tamci Polacy często nie mówią po Polsku, mają rodziców lub dziadków z Polski i to tyle w temacie.

Wracając do Kazachów, zdarzało się, że zatrzymywali swoje auta i życzyli nam szczęścia, innym razem „lokalny przedsiębiorca” zatrzymał swojego suwa, żeby przekazać nam kilka banknotów jak to sam powiedział „na paliwo”. NIe chciał słyszeć odmowy i musieliśmy odpuścić.

 

Kierowca, który chciał zrobić sobie z nami zdjęcie

Miła jest też policja w małych miasteczkach, panowie chętnie słuchają o planach podróży i wskazują azymut dalszej drogi, troszczą się o miejsce noclegu i stan rowerów na kazachskich drogach.

Pozostałości po kołchozach i biedne wioski

Utwardzone gruntowe drogi wiodą od wioski do wioski wszędzie widać smutne pozostałości po kołchozach, wielkie silosy na zboże, małe sklepiki i studnie przy ulicach. Często wodę do domu przynoszą ze studni małe dzieci dźwigając 5 litrowe baniaki. Strach pomyśleć co dzieje się tam zimą, gdy temperatury spadają do -30.

Śniadanie po królewsku, jabłko z płatkami ryżowymi

Wioseczki mają zazwyczaj po kilka przecznic i tylko jedna lub dwie drogi we wsi są utwardzone. Kluczowym punktem jest oczywiście sklep i poczta w jednym. Ludzie są  serdeczni i ciekawi. Często zagadywali nas o cel podróży. Pewnego dnia w czasie przerwy przy sklepie małe dzieci podarowały nam po batoniku. My odwdźięczyliśmy się opaskami odblaskowymi i pojechaliśmy dalej.

Kokczetaw, czyli Kazachskie Hoolywood

W połowie drogi do Astany zatrzymujemy się w jednym z większych miast Kokczetawie. Od dłuższego czasu nocowaliśmy pod namiotem, więc przyszedł czas na odrobinę luksusu. W tych regionach nie ma hosteli są tylko 3 gwiazdkowe hotele. Jak już ktoś podróżuje to z klasą.

 

Pokój zaadaptowany na nasze potrzeby

Co to była za radość przebrać się w hotelowy szlafroczek zażyć ciepłego prysznica i wyprać brudne ubrania. Miła obsługa poczęstowała nas też lokalnym przysmakiem jakim jest Kumys, czyli napój alkoholowy na bazie sfermentowanego mleka klaczy. Mniam…

Kumys w prezencie od hotelu


Traf chciał, że tego samego dnia do miasteczka przyjechał sam Prezydent Nursułtan Nazarbajew, w mieście było czyściutko, a przy głównej ulicy co 50 metrów stał policjant.
Kokczetaw to urokliwe jak na Kazachstan miasteczko, znajdziemy tam nawet włoską restaurację, mały ryneczek, jezioro, a wszystko zdobi wielki napis “Kokczetaw” nawiązujący do amerykańskiego Hoolywood.


Pożar na stepie i dziwne stwory pod namiotem

Noclegi pod chmurką w Kazachstanie mają swoja specyfikę. I jest to trochę oklepanym stwierdzeniem, że nigdy nie wiesz, gdzie wylądujesz, ale w tym przypadku to stwierdzenie jest wyjątkowo prawdziwe. Niby to taki jeden wielki step, a okazuje się, że miejscami trudno o dobre miejsce na nocleg. Jednym z „ciekawszych” był nocleg który znaleźliśmy jakieś 400 metrów od naszej asfaltowej trasy.

 

Gra na ukulele przyciąga stepowe drapieżniki

Wszystko zapowiadało się elegancko. Było nawet małe urobisko, a więc jakieś tam urozmaicenie na płaskim stepie. Przyjechaliśmy dość wcześnie więc było trochę czasu na obcowanie z przyrodą, wyciągnąłem swoje ukulele na którym nadal nie umiem grać, klimat jak z bajki.

Pali się ?

Gdy troszkę się ściemniło zobaczyliśmy w oddali płomienie i dużo dużo dymu. Czy step się pali? w sumie jest suchy to się pali. Jak szybko może się palić step i czy ogień się przenosi? w którą stronę wieje? Taki szybki rachunek w głowie, czy to może być niebezpieczne czy jednak nie? Głupio trochę spłonąć w namiocie. No ale decydujemy się na to że jednak zostajemy i w nocy się zobaczy czy ogień się nie zbliża. O ogniu szybko zapomnieliśmy, a to za sprawą dziwnych odgłosów. Dźwięki zwierza były dość dziwne, trochę jak ludzki krzyk albo krztuszący się pies. dźwięki pojawiały się to bliżej namiotu a to dalej. Z lewej i z prawej strony. Jeszcze przy zmierzchu zobaczyłem gdzieś w oddali jakąś sylwetkę, ni to pies ni kot, w każdym razie czworonóg.


Oczywiście każdy mądry powie, że przecież zwierzaki nie zaatakują namiotu czy tam człowieka, no racja. Ale jak się nie widzi co to, i nawet nie wie czym jest ten zwierz to gęsia skórka pojawia się momentalnie. Jak się okazało nocnym wędrowcą był Ryszard. Ryszard był Rysiem, o czym nie wiedzieliśmy jeszcze tej nocy. Dopiero później okazało się, że ten stwór to Ryś euroazjatycki dźwięków możecie posłuchać tutaj (https://www.youtube.com/watch?v=eaXmIPHrHmY)

 

Kotek


Trudne dylematy autostradą czy polem?

Niestety w pewnym momencie stanęliśmy przed niezwykle trudnym wyborem. Już 150 kilometrów przed Astaną pokończyły nam się wszystkie możliwe alternatywy. Była dość ruchliwa ale dobrej jakości asfaltowa droga, która z czasem zamieniła się w autostradę. Sensownych alternatyw brak, jedziemy autostradą. I już wizja jazdy ruchliwą drogą nie była taka zła, dobra prędkość, jakieś miasteczka po drodze, lepsze to niż polne dziurawe drogi. Jak wiadomo ciężkie sakwy nie tworzą dobrego połączenia z grząskim piachem i kamieniami.

 

Piękne widoki w okolicach tak zwanej Kazachskiej Szwaicarii

Wracając do autostrady, daleko nie zajechaliśmy, pierwszy posterunek policji i krótka pogawędka o tym co dalej. Jechać autostradą nie możemy, panowie policjanci, a było ich z siedmiu, dywagowali chwilę, czy poprosić o łapówkę a może wsadzić nas do autobusu. Jakoś udało się przekonać panów, że my sobie znajdziemy alternatywę. Z alternatywą było ciężko, znaleźliśmy jakąś polną drogę szerokości 1 px na nawigacji. No i pojechaliśmy, na początku było kilka ślepych uliczek ale wspomagając się GPSem obraliśmy kierunek i ruszyliśmy polnymi drogami. Czasami trzeba było jechać po bardzo ciężkim terenie. Średnia prędkość 7 km/h ale kilku ciężkich godzinach dotarliśmy do alternatywnego asfaltu, który prowadził już wprost do stolicy Kazachstanu nadkładając tylko jakieś 70 km.

 

Jedna z ładniejszych dróg w Kazachstanie

 

Astana czyli Stolica

Droga do miasta to głównie puste stepy, brak cienia i wody, czasem pojawi się kilka wiosek. Nagle z za horyzontu wyrosły nowe szpiczaste budynki mieszkalne a za nimi złote wieżowce. Miasto wygląda całkiem nowocześnie, z pewnością dlatego, że zostało wybudowane praktycznie od zera na środku stepu.

 

„Przedmieścia Astany”


Co ciekawe Astana w języku Kazachskim oznacza słowo “stolicą”. Samo miasto jest bardzo nowoczesne i bogate, nie brakuje monumentalnych budowli czy wieżowców, które zamiast niebieskich mają złote szyby. Pomimo nowoczesnego charakteru są też lokalne kazachskie smaczki, więc spokojnie, nie zapomnicie, że jesteś w Kazachstanie.

Na miejscu!
Expo w Astanie
Mają rozmach

Z Astany robimy skrót i wybieramy się pociągiem do Ałmaty – przeczytaj wpis o trasie Ałamy – Bishek

Informacje praktyczne:

  • wiza
    W 2017 wizy dla Polaków zostały tymczasowo zniesione, przez wzgląd na organizację EXPO Astana. Jeżeli wybierasz się tam, sprawdź aktualny status wizowy.
  • waluta
    Tenge śmiało można wyciągać z  bankomatów, działają karty VISA i MasterCard
  • język
    Choć Istnieje język kazachski to zazwyczaj ludzie posługują się rosyjskim. Ze znajomością Angielskiego może być ciężko, chyba że w dużych miastach.
  • lokalne przysmaki
    Langman – makaron z warzywami i mięsem Popularne są też różnego rodzaju szaszłyki, konina i Kumys (jeden z dwóch napojów alkoholowych jaki wolno pić muzułmanom)



Tworzymy bloga InThisWay mając nadzieję, że przyda się Wam w planowaniu rowerowych przejażdżek. Chcemy Wam przekazywać praktyczne informacje o infrastrukturze, trasach rowerowych, sprzęcie i innych zagadnieniach które naszym zdaniem warto poznać zanim ruszycie w drogę.
Posts created 11

powiązane artykuły

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top